poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział V (cz.2/2)

Rozdział V (cz.2/2)
Demon Zieleni”
      Poranne światło oślepiło ją na chwilę sprawiając, że z powrotem zacisnęła powieki. Ból głowy był nie do wytrzymania, w gardle ją suszyło, a gdy tylko próbowała otworzyć oczy wszystko zaczynało się kręcić. Kac.
-Cholera! – przeklnęła na głos.
-Kac? – zpytała ją zdziwiona przyjaciółka.
-Taaa, za dużo wypiłam z tym cholernym Malfoyem.
-CO?! – wrzasnęła Laura gwałtownie rozsuwając zasłony wokół jej łóżka.
-Nie drzyj się! Łeb mi pęka – zaprotestowała Ellen.
Spróbowała wstać. Jednak gdy tylko uniosła głowę poczuła nagłe zawroty głowy i powrót wszystkiego co zjadła poprzedniego dnia.
-Ile wypiłaś? – zapytała rzeczowo Laura opanowawszy się trochę.
-Nie wiem. Ponad dziewięć pełnych szklanek....
-CO?! – znów nie mogła się pohamować dziewczyna.
Pod wpływem znaczącego spojrzenia współlokatorki zamilkła i podeszła do swojego kufra. Po chwili wyciągnęła z niego jakąś szklaną fiolkę. Płyn, który się w niej znajdował miał barwę intensywnej zieleni. Laura odmierzyła pół szklanki i podała Ellen.
Czując jego miętowy zapach dziewczyna uśmiechnęła się i spojrzała z wdzięcznością na przyjaciółkę. Przechyliła naczynie i połknęła eliksir. Z trudem powstrzymała się od wyplucia.
-CO TY MI DAŁAŚ?! – wydarła się na cały głos.
-Eliksir na wytrzeźwienie... – oznajmiła przyjaciółka ze śmiechem widząc wykrzywioną twarz Ellen.
Dziewczyna chciała wydrzeć się jeszcze raz, ale rzeczywiście poczuła się lepiej. Przynajmniej nie miała już odruchów wymiotnych i mogła stanąć na własne nogi. Gdy wychodziła z łóżka jej długa koszula podwinęła się delikatnie ukazując bandaż na kostce.
Laura spostrzegła to i pytającym wzrokiem spojrzała na Ellen. Ona jednak udała, że tego nie zauważyła i najzwyczajniej w świecie poprawiła piżamę i ruszyła do łazienki.
-Która godzina? – krzyknęła będąc już w środku.
-7:30! Masz półgodziny - odkrzyknęła Laura, która już dawno się ubrała.
Szatynka usiadła przed jej stroną toaletki. Powoli zaczęła rozładowywać swój kufer. Po dwudziestu minutach wszystko było już gotowe. Na szafce nocnej i półce nad łóżkiem poustawiany były najpotrzebniejsze rzeczy. Na regale poustawiane były książki i podręczniki, a na biurku pojawiło się kilka osobistych akcentów. Do tego wszystkie kosmetyki wylądowały na toaletce, a ubrania w szafie. Laura uśmiechnęła się i wsunęła kufer z resztą rzeczy pod łóżko. Krzyknęła do Ellen, że zaraz wraca i poprawiając mundurek <klik> wyszła z pokoju.
Szła korytarzem rozglądając się na boki i co chwila witając się z jakąś koleżanką. Nie było to może bardzo wylewne, ale w każdym razie i tak milsze niż wtedy gdy należała do paczki Malfoy’a. Idąc do tablicy ogłoszeń rozmyślała o tym tlenionym blondynie. Jak to możliwe, że Ellen była tak lekkomyślna by w pierwszy dzień szkoły upijać się z tym dupkiem?! Przecież on potraktował ją zaklęciem, które gdyby było wykrywalne byłoby też niewybaczalne!
Doszła do Tablicy Ogłoszeń i spojrzała przelotne na plan. Odnalazła nazwiska swoje i Ellen i wciąż rozmyślając o blondynie wróciła do Dormitorium.
-Łap! – krzyknęła rzucając Ellen kartkę.
-Dzięki.
Ellen uśmiechnęła się wdzięcznie i rzuciła plan na łóżko. Odnalazła w szafie swoją torbę i spojrzała na Laurę, która wciąż stała w progu pokoju najwyraźniej nad czymś rozmyślając.
-To się więcej nie powtórzy. – zapewniła ją Ellen z uśmiechem.
Laura wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się delikatnie. Następnie obie zagłębiły się w swoich planach.

Plan Lekcji- Ellen Yaxley rok 5, Slytherin
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
09:00- 11:00
Zaklęcia
11:10- 12:10
Historia Magii
Lunch
13:00- 15:00
Numerologia
Obiad


08:00-09:00
Wróżbiarstwo
09:15-11:15
Transmutacja
Lunch
13:00-14:00
Star. Runy
14:15-15:15
Zielarstwo
Obiad
08:30-10:30
ONMS
10:40-11:40
OPCM
Lunch
12:30-14:30
Zaklęcia
Obiad
24:30-01:30
Astronomia

09:00-11:00
Transmutacja
11:20-12:20
OPCM
Lunch
13:30-15:00
Eliksiry
Obiad
08:15-09:15
Eliksiry
9:30-10:30
Zaklęcia
10:45-11:45
Zielarstwo
Lunch
13:00-14:00
ONMS
Obiad

Plan Lekcji- Laura Jagger rok 5 Slytherin
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
09:00- 11:00
Zaklęcia
11:10- 12:10
Historia Magii
Lunch
13:00- 15:00
Numerologia
Obiad


08:00-09:00
Mugoloznastwo
09:15-11:15
Transmutacja
Lunch
13:00-14:00
Wróżbiarstwo
14:15-15:15
Zielarstwo
Obiad
08:30-10:30
ONMS
10:30-11:30
OPCM
Lunch
12:30-14:30
Zaklęcia
Obiad
24:30-01:30
Astronomia

09:00-11:00
Transmutacja
11:20-12:20
OPCM
Lunch
13:30-15:00
Eliksiry
Obiad
08:15-09:15
Eliksiry
9:30-10:30
Zaklęcia
10:45-11:45
Zielarstwo
Lunch
13:00-14:00
ONMS
Obiad

Ich plany były bardzo podobne, aczkolwiek różniły się od siebie kilkoma szczegółami. W poniedziałek i wtorek ich lekcje z lekka od siebie odbiegały, ale mimo to były bardzo podobne.
-Świetnie mamy jeszcze półgodziny do pierwszej lekcji, ale kończymy dopiero po astronomii. – westchnęła Ellen pakując potrzebne rzeczy do torby.
-Nie jest źle. Pierwsza to Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami. Kocham tą lekcję. – oznajmia uśmiechem Laura i wychodzi z pokoju.
Ellen tylko wzrusza ramionami i wychodzi za nią. Nie ma zamiaru się kłócić. Osobiście wolałaby żeby był już czwartek i upragniona lekcja Transmutacji.
Gdy była już pod Wielką Salą nagle przypomniała sobie swoje zadanie. Ze smutkiem usiadła przy stole i nałożyła sobie jedzenia. Wiedziała, że i tak będzie musiała coś zrobić, ale póki nie było Scorpiusa chciała nacieszyć się jedzeniem.
Gdy nakładała sobie czekoladowych płatków do środka wszedł Score i spojrzał na nią wymownie. Ona odpowiedziała mu takim samym spojrzeniem.
W końcu nie mogła już wytrzymać. Do początku lekcji zostało 10 minut. Szybkim krokiem przemierzyła salę docierając do stołu krukonów.
Nie patrząc nikomu w oczy podeszła do Matty’ego i uśmiechnęła się. Chłopak odwrócił się w jej stronie, ale w jego spojrzeniu nie było już dawnego ciepła i humoru. Ellen przełknęła ślinę i odważnie spytała.  
-Hej Matty... słuchaj bo... jeszcze nie do końca orientuję się w tym zamku. Mógłbyś może kiedyś mnie oprowadzić? Jesteś jednym z prefektów, więc pomyślałam, że...
-Jasne. O której dzisiaj kończysz? – gdy mówiła zaczął się powoli uśmiechać, ale jej ostatnie słowa sprawiły, że uśmiech znowu znikł.
-15:00. – uśmiechnęła się łagodnie dziewczyna nie mogąc pojąć co się z nią dzieje.
-Okey to o 15:45 pod Wielką Salą? – zaproponował chłopak.
Dziewczyna kiwnęła głową i odeszła. Nie mogła zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Czemu Matty był dla niej taki oschły, a czemu ona sama szczerzyła się jak głupia?
Wróciła do stołu i usiadła na swoje miejsce. Rzuciła wyzywające spojrzenie Malfoyowi, który krztusił się sokiem z dyni. Poklepany po plecach przez Nicole uwolnił się od niej na chwilę i wstał z miejsca. Z szerokim, arystokratycznym uśmieszkiem zaczął iść w jej stronę.
-Matty, serio? – wysyczał gdy był już tuż obok.
Minął ją i szedł dalej. Aż na sam środek. Dziewczyny wodziły za nim wzrokiem, a ona miała ochotę wykrzyczeć im wszystkim w twarz, że to dupek. Nie mogła pojąć jak te dziewczyny mogą go tak ubóstwiać. Przecież połowa z nich pewnie była już choć raz wykorzystana i porzucona jak śmieć.
-HUFFLEPUFF GÓRĄ! – wykrzyczał chłopak zaśmiewając się.
Puchonki spojrzały na niego z uwielbieniem, a reszta szkoły ze zdumieniem połączonym z obrzydzeniem. Szczęki opadły nawet nauczycielom.
-Idziemy. – powiedziała Ellen do Laury, która właśnie zbierała szczękę z podłogi.
-Wiedziałaś?
-Co? Że to zrobi? Owszem. Sama mu kazałam. Jego zadanie.
-A ty jakie miałaś? – dopytywała ją Laura gdy szły na błonia.
-Ymmm.. nic ważnego. – zbyła ją Ellen.
-To miało coś wspólnego z tym młodym Longbottomem? – zapytała zadziornie Laura gdy szły przez błonia.
-Powiedziałam: nie ważne. – odpowiedziała dobitnie Ellen kopiąc leżący na ścieżce kamień.
Dalszą drogę przeszły w milczeniu. Im były bliżej tym wyraźniej widziały chatkę gajowego. Ellen przyglądała się jej dokładnie. Lubiła takie drewniane domki z ceglanymi kominami z buchającym dymem drzewnym. Dom był bardzo mały i nawet z zewnątrz było widać, że posiada tylko dwie izby. Otaczał go jednak całkiem spory ogród w którym właściciel uprawiał dynie i inne warzywa. Znajdował się on z tyłu domu czyli bliżej Zakazanego Lasu. Przednia część domu aż do początku Lasu, otoczona była wysokim drewnianym płotem. To właśnie o niego opierali się wszyscy piątoroczni uczestniczący w lekcjach Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami.
-Tylko nie wystrasz się Hagrida, on bardzo tego nie lubi. – roześmiała się Laura.
Ellen idąc za przykładem innych uczniów usiadła na zroszonej trawie, zastanawiając się czym jest „Hagrid” i dlaczego miałaby się go bać.
Nagle jednak zza drewnianej chatki wyszedł ogromny człowiek. Był wzrostu co najmniej dwóch dorosłych mężczyzn i szerokości mniej-więcej pięciu. Jego długa kręcona broda łącząca się z równie długimi i siwymi włosami dawała mu wygląd olbrzyma na emeryturze. Miał małe czarne oczy osadzone pomiędzy oboma strefami zarostu i bardzo burzliwą fryzurę. Na dodatek uśmiechał się tak szeroko i przyjaźnie jak dziecko na widok lady ze słodyczami. Wszystko to razem bardzo mocno ze sobą kontrastowało.
Gdyby nie wcześniejsze ostrzeżenie, Ellen najprawdopodobniej odskoczyłaby do tyłu. Jednak dzięki tej odrobinie przygotowania udało jej się opanować ten odruch, który mógłby urazić mężczyznę.
-Witam wszystkich tych co zdecydowali się kontynuować mój przedmiot w tym roku... Dla tych, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają nazywam się Rubeus Hagrid i jestem w tej szkole zarówno nauczycielem Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami jak i gajowym. – przerwał na chwilę i rozejrzał się po zebranych jakby nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Ta praca musiała być dla niego bardzo ważna.
-Jako, że duże z was już dzieciaki na moich lekcjach nie będzie obowiązywał zakaz wchodzenia do Zakazanego Lasu. Oczywiście mimo to zawsze wchodzicie tam tylko i wyłącznie pod moją opieką, poruszacie się cicho wyznaczonymi drogami i pod żadnym pozorem nie wyprzedzacie mnie. – nakazał opuszczając oficjalny ton i mówiąc tak jak na „dzikusa” przystało. – Na dzisiejszej lekcji jednak zostaniemy tutaj.
Zebrani westchnęli z ulgą. Wiele z nich miało jakieś niezrozumiałe (dla Ellen) obawy przed wchodzeniem do wymienionego wyżej Lasu.
Hagrid zdawał się tego nie zauważyć. Z uśmiechem patrzył jak uczniowie siadają na trawie i wyjmują książki. Nie przejmował się nawet szeptami które ogarniały całą klasę. W spokoju czekał. W końcu gdy zobaczył, że wszyscy zajęci są sobą zniknął za swoją chatką.
Po chwili jednak wrócił trzymając, w jednej ze swoich wielkich jak talerze rąk, gruby sznur. Słysząc jego kroki oraz odległe parskanie uczniowie uciszyli się i z zaciekawieniem zaczęli wpatrywać się w nauczyciela.
-Panie i panowie, przedstawiam Wam Consilto. – zakrzyknął i stanowczo pociągnął za sznurek.
Z gardeł zgromadzonych wydarło się głośne „Ochhhhhhh” gdy zza małego domku wyszło (?) dziwaczne zwierze.
Stworzenie posturą przypominało dziwaczną bezogoniastą małpę, której całe ciało zarosły delikatne srebrzyste włosy. Oczy zwierzęcia przykrywała czarna grzywka, ale mimo to było widać czającą się w nich smutną rozwagę.
-Kto wie co to za zwierze? – zapytał Hagrid uśmiechając się z dumą na widok min tych, którzy już się domyślali. – Ellen?
-Myślę, że to młody Demimoz. – odpowiedziała dziewczyna opuszczając rękę.
-Dobrze. 5 punktów dla Slytherinu. Lauro może opowiesz nam o nich coś więcej?
-Demimozy są zwierzętami bardzo rzadko spotykanymi, Ministerstwo zakwalifikowało je jako groźne i wymagające specjalistycznej wiedzy, z którymi poradzić może sobie jedynie czarodziej specjalista. Jest to jednak uzasadnione nie tym jak niebezpieczne są lecz tym jak trudno je znaleźć. Te pokojowo nastawione roślinożerne zwierzęta zamieszkują przede wszystkim Daleki Wschód, ale w obliczu zagrożenia stają się niewidzialne...
-Wystarczy. 15 punktów dla żmijek. – uśmiechnął się gajowy. – Panie Longbottom chciałby pan dodać coś jeszcze?
Ellen zamarła. Wcześniej nawet nie zauważyła siedzącego niedaleko niej Matthewa. Teraz jednak aż za wyraźnie słyszała jego łamiący lody głos.
-Tak. Ze skór Demimoza robi się peleryny niewidki, a jego włosy dodaje się do Eliksiru Niewidzialności. Chciałbym również wyjaśnić na czym polega niewidzialność tych zwierząt. Otóż one nie zlewają się z otoczeniem jak popularne wśród mugoli Kameleony, ani nie znikają zupełnie. Gdy wyczują zagrożenie ich sierść staje dęba co sprawia, że nie da się odróżnić ich od powietrza, ale mimo to można na nie wpaść.
-Dobrze. 10 dla Ravenclawu. – podsumował nauczyciel. – Jak widzę wszystko jest już wyjaśnione. Jakieś Pytania? – Nie? – To świetnie. Na następną lekcję macie mi przynieść dokładny portret Consilto. Zaczynajcie!
        Ellen uśmiechnęła się. Bardzo lubiła rysować. Pozowoliła sobie na ostatnie zerknięcie w stronę Matthewa i bez reszty zatraciła się w świecie rysunku. Jedyną „osobą” na jaką patrzyła do samego końca lekcji był Consilto. Zatraciła poczucie czasu rysując kreska po kresce szkic zwierzęcia. Demimoz był spokojny i tylko co jakiś czas poruszał się aby skubnąć odrobinę trawy.
-Koniec! – obwieścił Hagrid gdy Ellen była w połowie lewego oka. – Jeżeli ktoś nie skończył nawet szkicu, lub chce to zrobić bardzo dokładnie może przyjść do mnie któregoś dnia i zakończyć pracę. Uprzedzam, że warto. Najdokładniejszy rysunek zostanie nagrodzony 50 punktami.
Uczniowie zaczęli powoli wstawać. Zbierali swoje ołówki, pióra i kolorowe atramenty. Pergaminy zwijali dokładnie i chowali do toreb. Umawiali się kiedy i o której przyjdą do gajowego lub chwalili się gotowymi rysunkami. Nikt nie zauważył jednego chłopaka, który wciąż siedział na ziemi i rysował. Nikt oprócz Ellen.
-MATT! Spóźnisz się na Obronę! – krzyknęła wybudzając chłopaka z artystycznego transu.
-A.. tak. Dzięki. Sorry. Idę już. – zająknął się chłopak i zaczął w pośpiechu zbierać swoje rzeczy.
W ułamku sekundy zobaczyła, że chowa dwa pergaminy. Jeden zarysowany jedynie szkicem Consilto a drugi... Czymś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak ona sama. Nie zgadzało się jednak zbyt wiele rzeczy. Postać którą dostrzegła miała zielone włosy, zielone oczy, zieloną szatę a z całej jej postury zionęło zło. Tylko tyle zdołała dostrzec. Jednak było to wystarczająco dużo by wiedzieć, że z takim artystą jak młody Longbottom nie ma szans.
-Ellen idziemy! Bloom nie lubi spóźnialskich.
Dziewczyna pokiwała głową i odwróciła się od zakłopotanego Matthewa. Zostawiając go samego ruszyła za przyjaciółką w stronę Hogwartu.

~*~Lunch~*~
-Och, ale ta Bloom jest surowa! – warknęła Ellen wspominając 10 punktów, które straciła za 5 minut spóźnienia.
-Nie zawsze. Czasem jest nawet fajna. Najwidoczniej pokłóciła się ze swoim facetem, albo ma PMS. – zaprzeczyła Laura.
-W takim razie mam nadzieję, że do jutra jej przejdzie. Nie chcę zarobić „O.” już drugiego dnia. Co mamy potem?
-Zaklęcia. Razem.
-Okey. Tylko ja po ostatniej lekcji umówiłam się z Matty’m...
-Po Astronomii?
-Nie! No po zaklęciach...
-Och... Okey, ale po co się z nim umówiłaś?
-No bo... to było zadanie od Malfoya...
-Dokładnie tak powiedział? „Umów się z Mattym Longbottomem”?
-No nie do końca. Ale co to ma za znaczenie?
-Chodzi o to, że... Scorpius nienawidzi Matty’ego. Nie wiem dlaczego, ale tak jest i...
-No dobrze, ale co to ma wspólnego ze mną?!
-Jeszcze nie rozumiesz? Score zrobi wszystko żeby go zniszczyć. Dosłownie wszystko. A ja... ja kiedyś też w tym uczestniczyłam i wiem jak bardzo Matty nas nienawidzi. Ma do tego prawo, ale...
-W takim razie to nie byłam ja... To byłaś ty... – wyszeptała Ellen. – Demon w zielonym...
-CO? – zapytała Laura patrząc na przyjaciółkę spod przymrużonych ze zdziwienia powiek.
-Matty narysował jakąś dziewczynę, całą ubraną na zielono, oczy i włosy też miała tego koloru. Bił od niej mrok, zło no nie wiem jak to powiedzieć... myślałam, że to ja, ale chyba się myliłam...
-Czyli pamięta... – wyszeptała Laura bardziej do siebie niż Ellen.
-Co pamięta?!
-Nie nic. Nic takiego... – pokręciła głową Laura natychmiast zmieniając temat i udając, że nic nie mówiła. – no dobra skoro się umówiliście to ja wreszcie poczytam książkę. Wczoraj wieczorem nie miałam na to ani minuty, mama napisała do mnie strasznie długi list i musiałam jej odpisać, a do tego dowiedziałam się, że.... no i oni.... no właśnie.... a potem.... – paplała Laura bez ustanku nie dając Ellen dojść do słowa.
-STOP!!! Błagam chodźmy już na te Zaklęcia... – przerwała jej w końcu dziewczyna.
Laura osiągnęła już jednak swój cel. Ellen zapomniała o tym co czego Laura obiecała nigdy nikomu nie mówić. A już w szczególności swojej nowej przyjaciółce.

_________________
Rozdział w całości dedykowany Lunie Elenvood, która pośrednio przyczyniła się do jego powstania <3 Mam nadzieje, że wciąż tu jesteś i czytasz na tyle uważnie by móc mnie za chwilę ochrzanić, za zwłokę. Mam również nadzieję, że od tej pory rozdziały będą się pojawiać częściej (tak samo jak komentarze) 







7 komentarzy:

  1. jestem jestem. Dziękuje za dedykacje i kiedy następny rozdział. Mijają już 2 tygodnie i nowego rozdziału nie ma! chyba że wyszły jakieś nieoczekiwane okoliczności to wtedy wybacze! i mam dziwną prośbę. Mogłabyś dodać mnie do postaci? nie muszę być jaką znaczącą postacią byle bym była :) jeśli sie zgodzisz to jestem w Hufflepuffie :). I pisz szybciej

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałam Ci to już w mailu, ale nie wiem czy doszło więc skopiuję to tutaj:
    Jasne, że Cię dodam :D A postacią będziesz bardzo znaczącą bo i tak jesteś dla rozwoju tej powieści. Proszę napisz mi jak (tak wskrócie) masz wyglądać i co ma być Twoim patronusem (narazie wpisałam kolibra).
    Niestety jednak muszę Cię zawieść bo nie mam żadnego dobrego wytłumaczenia oprócz masy sprawdzianów (wkońcu trzeba zdołować uczniów przed świętami i wystawianiem ocen) i założenia nowego bloga (o smokach tym razem). Tego bloga piszę jednak dalej i dzięki Twojej prośbie zajęłam się tym intesywniej i notka pojawi się napewno przed 3 grudnia, a działo się w niej będzie całkiem sporo.
    Ps.
    Dzięki, że czytasz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za umieszczenie mnie w opowiadaniu. Rozumiem twój ból i Wybaczam ale się fochnę jeśli nie bedzie notki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mogłabyś podać mi swojego emalia bo wiadomość niestety nie doszła i nwm gdzie ci to napisać

      Usuń
    2. Jasne: Baldur009@gmail.com Liczę na szybką odpowiedź bo dzięki temu szybciej wszystko poprawię i dodam :D

      Usuń
    3. Zapomniałam że Luna ma urodziny 5.05.1995

      Usuń